W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Goodbye Barroso!

19 października 2014

Kończy się dziesięcioletnie urzędowanie José Manuela Barroso jako szefa Komisji Europejskiej. Jednym z ostatnich jego akordów była odważna, jak na unijne standardy, zorganizowana w Brukseli konferencja wskazująca na możliwości odbiurokratyzowania Unii Europejskiej.  Odchodzący przewodniczący Komisji
od kilku lat nie tylko dostrzegał problem nadmiernych unijnych regulacji, ale też deklarował walkę z nimi. Nie od początku jednak postawę taką prezentował.
Ten były portugalski premier, a wcześniej członek "maoistowskiego Rewolucyjnego Ruchu Portugalskiego Proletariatu", urzędowanie swoje zaczynał z problemami. Wprawdzie nominacja ze strony Rady Europejskiej poszła gładko, to jednak pojawił się kłopot z akceptacją składu Komisji w Parlamencie Europejskim.

Barroso w zamian za wsparcie w głosowaniu nawet przesłał najbardziej eurosceptycznej grupie politycznej "tajny" wówczas wykaz komitetów roboczych, powołanych przy Komisji Europejskiej. Jego upublicznienie, zarówno ogromna liczba komitetów, jak i obszary aktywności - najbardziej znany komitet ds. nagięcia banana, wzmocnił krytykę Unii jako biurokratycznego molocha. Prawdziwy wstrząs nastąpił rok później. W 2005 roku Francja i Holandia odrzuciły w demokratycznych referendach "Eurokonstytucję".  Warunkiem sine qua non wejścia w życie tego dokumentu była jednomyślność ówczesnych 25-ciu krajów członkowskich. Barroso dość nieopatrznie, choć zgodnie z prawdą, publicznie stwierdził, że w związku z powyższym ten najważniejszy europejski projekt upadł. Za słowa te został m.in. zaatakowany przez ówczesnego szefa Parlamentu Europejskiego Josepa Borrella, który nie omieszkał, w sali plenarnej w Strasburgu, uszczypliwie wypomnieć Barroso utworzenie tak wielu "komitetów roboczych", w tym aż kilku komitetów ds. etykietowania towarów. Po referendalnym szoku ogłoszono w Unii "okres refleksji", aby zastanowić się, co dalej czynić.

Rok 2005 dobiegał końca i był on jednocześnie półmetkiem tzw. Strategii Lizbońskiej, która miała trwać 10 lat. W założeniu w 2010 roku gospodarka Unii miała się stać najbardziej konkurencyjną gospodarką świata. Pod koniec 2005 roku Barroso poinformował, że celów Strategii Lizbońskiej nie osiągniemy i potrzebna jest modyfikacja. Ostatecznie nawet zmodyfikowana przez Barroso Strategia Lizbońska zakończyła się w 2010 roku oficjalnym fiaskiem. Zastąpiono ją strategią "Europa 2020". W międzyczasie Niemcy przeforsowały lekkie odchudzenie "Eurokonstytucji" i przedstawienie jej jako nowego dokumentu pod nazwą "Traktat Lizboński". 

W tym jawnym obejściu woli narodów i lekceważeniu reguł demokracji, czynnie uczestniczył przewodniczący Komisji Europejskiej. Bez akceptacji oraz animacji tego procederu, nie mógłby zostać wybrany ponownie na szefa Komisji w 2009 roku.
W Brukseli panowało przekonanie, że na sprawowanym stanowisku okazał się on bardzo przeciętny, ale taki właśnie kandydat w kolejnej kadencji potrzebny był szczególnie Niemcom i Francji. Podczas przesłuchań w Parlamencie Europejskim Barroso ujawnił, że przez pięć lat doprowadził m.in. do znaczącej redukcji liczby kontrowersyjnych "komitetów roboczych" i zapewniał o dalszym zmniejszaniu biurokracji. W 2007 roku powołał "Grupę Wysokiego Szczebla ds. Ograniczenia Obciążeń Administracyjnych", na której czele stanął były bawarski premier Edmund Stoiber. Obydwaj deklarowali  "intensyfikację wysiłków na rzecz ograniczenia biurokracji wobec małych i średnich przedsiębiorstw". Podczas ostatniej, wspomnianej już brukselskiej konferencji, Barroso zdeklarował, że "w ciągu ostatnich pięciu lat wycofaliśmy prawie 6000 aktów prawnych". Komisja, jak stwierdził, zrezygnowała z tworzenia przepisów unijnych dotyczących m.in. puszek na oliwę. Uznał, o dziwo, że jest to obszar, którym można się zająć na poziomie krajowym. Szkoda, że w taki sam sposób nie potraktowano np. tradycyjnych żarówek, które za jego kadencji wycofano z unijnego rynku.

Ustępujący szef Komisji musiał jednak zostawić sobie furtkę, stwierdzając, że "ludzie są przeciwni biurokracji w ogóle, lecz są za biurokracją w konkretnym przypadku". Wtórował mu wspomniany Edmund Stoiber, który w trakcie konferencji wyraził się m.in. "ludzie mają dość Europy, bo jest w niej zbyt wiele biurokracji".
Chwaląc Komisję, że wycofuje się z wielu nieracjonalnych inicjatyw, powiedział: "bezpieczeństwo fryzjerów to nie sprawa dla Europy". Jego zdaniem, nowe podejście Komisji, czyli zmniejszenie biurokracji, ma kluczowe znaczenie dla przyszłości. Pałeczkę tę przejmie teraz nowy przewodniczący Jean-Claude Juncker i nowa Komisja.

Odchodzący Barroso nie doczekał się jeszcze uznania. I nie idzie już nawet o odrzucenie wniosku o przyznanie mu doktoratu honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale o rzeczowe analizy i wyważone komentarze np. w zachodnich mediach. Na łamach francuskiej prasy pisano, że błędy popełnione przez Barroso doprowadziły do "kryzysu zaufania i do ekspansji ruchów antyeuropejskich".
Jeden z autorów, myśląc o kierownictwie Komisji i Rady, stwierdził: "nowa ekipa musiałaby bardzo się wysilić, aby pracować gorzej niż ustępujący przywódcy". Wśród takich komentarzy dekada rządów Barroso dobiega końca.
A więc, Goodbye Mr Barroso!

Mirosław Piotrowski