W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Europejskie wybory

27 stycznia 2013

W związku z zapowiedzią przeprowadzenia referendum w Wielkiej Brytanii w sprawie pozostania lub wyjścia tego kraju ze Wspólnoty Europejskiej profesor Mirosław Piotrowski omawia kwestię wyborów w poszczególnych państwach członkowskich.

Premier Wielkiej Brytanii David Cameron publicznie zapowiedział przeprowadzenie referendum w sprawie pozostania bądź wyjścia jego kraju z Unii Europejskiej. Stwierdził, że przed naszymi oczami dokonuje się światowy wyścig narodów – wyścig po lepsze życie. W przeciwieństwie do innych krajów, podejście Anglików do Unii Europejskiej jest bardziej praktyczne niż emocjonalne. „Unia – jak zaznaczył Cameron – jest dla nas środkiem do osiągnięcia celu, a nie celem samym w sobie”. Dotychczas żaden z przywódców państw Unii Europejskiej, z wyjątkiem odchodzącego prezydenta Czech Vaclava Klausa, nie zdobył się na tak pragmatyczną szczerość. Brytyjscy politycy przyzwyczaili nas do tego, że zwykle w praktyce realizują publiczne zapowiedzi. Podobnie było z ogłoszeniem wyjścia z największej frakcji w Parlamencie Europejskim, czyli z Europejskiej Partii Ludowej, i stworzeniem frakcji konserwatywnej. Niewielu w to wierzyło, a jednak frakcja ta powstała przy współudziale posłów polskich wybranych z list Prawa i Sprawiedliwości. Od tego momentu tematem numer jeden spekulacji będzie kwestia wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Ale Cameron, chcąc uzyskać dla tego aktu pełną demokratyczną legitymację, zapowiedział, że referendum przeprowadzi pod warunkiem zwycięstwa w wyborach w 2015 roku. To znaczy, że brytyjski obywatel, wrzucając głos do urny na partię konserwatywną, jednocześnie będzie głosował za referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W najbliższych dwóch trzech latach wiele będzie zależało od wyników wyborów w poszczególnych krajach Unii Europejskiej. Obecnie Czechy stoją przed drugą turą wyborów prezydenckich. Następcą Vaclawa Klausa zostanie albo były premier Milosz Zeman albo obecny szef czeskiej dyplomacji Karel Schwarzenberg. Bez względu na wynik, z europejskiej sceny politycznej zejdzie jeden z najbardziej wyrazistych eurosceptyków Vaclav Klaus. Pod koniec lutego, czyli za miesiąc, odbędą się wybory parlamentarne we Włoszech. Nie jest wykluczone, że po dymisji premiera Mario Montiego, uważanego za niezwykle spolegliwego wobec Unii Europejskiej, na scenę polityczną powróci były premier Silvio Berlusconi. Wprawdzie zapowiada on, że nie chce być premierem, a tylko ministrem gospodarki, to jednak zwycięstwo jego centroprawicowej partii wprowadziłoby ogromny ferment na unijnej scenie politycznej. Berlusconi jest żądny odwetu gdyż, jak publicznie stwierdzał, za jego obaleniem stał spisek na czele z Angelą Merkel i jej, jak się wyraził, francuskim wasalem Nicolasem Sarkozym. Pani Kanclerz Niemiec niebawem również stanie do wyborów. Kluczowymi nie tylko dla niej, ale i całej Unii Europejskiej, będą wybory w Niemczech jesienią tego roku. Choć koalicja CDU-CSU na czele z panią Kanclerz Merkel jest faworytką, to nie należy lekceważyć socjaldemokratów z SPD pod przewodnictwem Peera Steinbrücka.  Należy się spodziewać, że otrzymają oni silne wsparcie przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza, niemieckiego aktywisty SPD. Do wyborów w przyszłym roku szykuje się także Belgia. Wielu polityków, także w Parlamencie Europejskim obawia się dobrego wyniku eurosceptycznych Flamandów, którzy dążą nawet do podziału Belgii. Wspólnym mianownikiem większości wyborów krajowych w Unii Europejskiej jest zagadnienie federalizmu, czyli pogłębionej integracji Unii Europejskiej i metod wyjścia z kryzysu. Tematy te będą również dominować w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku. W Polsce, gdzie wybory krajowe odbędą się w 2015 roku, czyli rok po wyborach do Parlamentu Europejskiego, już aktywizują się środowiska lewicowe i liberalne, zwierając swoje szeregi i prowadząc rozmowy z przywódcami grupy zielonych, liberałów i socjalistów w Unii Europejskiej. Próbują budować międzynarodówkę federalistów europejskich jako alternatywę dla koncepcji przedstawionej przez Davida Camerona. Jedyne, co łączy ich z Cameronem, to język angielski. Oficjalnie deklarują, że czas skończyć z polskością, a językiem urzędowym w Polsce i całej Unii powinien być język angielski. Polska doświadczyła już w przeszłości epizodów, kiedy na jej terytorium językiem urzędowym był język niemiecki czy rosyjski. Nigdy nie spotkało się to z entuzjazmem Polaków. Jaka będzie Europa i Polska zależy w dużej mierze od rodzaju kartki wrzucanej do wyborczej urny.

M. Piotrowski