W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Czarne skały

15 grudnia 2019

Niedawno obchodziliśmy Barbórkę. Nazwa pochodzi od świętej Barbary. Ta, żyjąca w trzecim wieku dziewica i męczennica, nie chciała wyrzec się chrześcijaństwa, co miała przypłacić torturami i śmiercią. Szczególnie nastawał na nią jej ojciec, który w przekazach nazywany był okrutnym. Według legendy, uciekając przed nim, święta Barbara, miała się schronić w skale, która się rozstąpiła. Nie wiemy jaki kolor miała ta skała. Jasny, a może czarny? Wiemy, że święta Barbara stała się między innymi patronką górników, ale także patronką dobrej śmierci i trudnej pracy.

Bez wątpienia praca górników nie należy do łatwych. Szczególnie tych pracujących pod ziemią, wydobywających, jak to się niegdyś mówiło, “czarne złoto”. Z okazji Barbórki wielu z nich zostało docenionych, odznaczonych. Jak co roku miałem okazję uczestniczyć w uroczystościach barbórkowych kopalni Lubelskiego Węgla “Bogdanka”. Od lat uchodzi ona za jedną z najlepszych w Polsce. Jest największym zakładem i chlubą naszego regionu. Ciągle się rozwija. Planuje wykorzystać nowe złoża. Wydatnie przyczynia się do zabezpieczenia energetycznego naszego kraju. Cóż może jej zagrozić? Polityka Unii Europejskiej.

 

 

To właśnie stwierdził w okolicznościowym przemówieniu urzędujący prezes kopalni. Przytaczał konkretne liczby obrazujące jak na świecie buduje się nowe kopalnie i wzrasta wydobycie węgla, będącego jednym z najtańszych surowców energetycznych. Jednocześnie pokazał jak w tym samym czasie Unia Europejska wprowadziła system kar dla krajów członkowskich wytwarzających energię z węgla. Idzie tu o sławne limity dwutlenku węgla za które trzeba płacić. Oczywiście uderza to najbardziej w Polskę. “Sami sobie z Unią Europejską nie poradzimy, potrzebna jest pomoc naszego rządu”- mówił prezes kopalni do kilkuset osób, w tym obecnych na sali przedstawicieli polskiego rządu. Ci natomiast zapewniali, że węgiel jeszcze przez kilkadziesiąt lat pozostanie u nas podstawowym surowcem energetycznym. Cóż, od dawna jednak można mieć poważne wątpliwości co do szczerości zapewnień polskiego rządu w kwestii górnictwa. Z ramienia Unii Europejskiej ściga je bowiem’ nasz “unijny ojciec”, Frans Timmermans. Jego głównym celem jest likwidacja wszystkich kopalń i wyeliminowanie węgla jako surowca energetycznego. A co na to wybrani, tak zwani “rządowi” polscy posłowie do Parlamentu Europejskiego?

Jak już wcześniej Państwu wspominałem, zagłosowali za Timmermansem i jego “Europejskim Zielonym Ładem” (tylko dwoje wstrzymało się od głosu, nikt nie był przeciw). Czy tak ma wyglądać “pomoc naszego rządu”, na którą liczą nie tylko górnicy, ale każdy polski obywatel płacący rachunki za energię elektryczną. Ta dziwna rządowa unijna uległość, być może podszyta dyletanctwem, lub niejawnymi układami, będzie nas drogo kosztować. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, już na drugi dzień po wyborze na to stanowisko, ruszył ostro, z kopyta. Ogłosił on, że na całkowitą eliminację węgla, czyli tak zwaną neutralność klimatyczną, czyli wspomniany Europejski Zielony Ład, potrzebuje 3 biliony euro. Dla porównania roczny budżet całej Unii Europejskiej, na wszystkie kraje, wszystkie jej polityki, np. rolnictwa, spójności etc. wynosi około 150 miliardów euro. To oznacza, że Timmermans domaga się kwoty całego budżetu UE na dwadzieścia kilka lat. Chce zabrać z polityki rolnej, spójności, ale także podnieść cenę pozwolenia na emisję dwutlenku węgla. W praktyce będzie wyglądać to tak: węgiel wydobywany we wspomnianej kopalni Bogdanka sprzedawany jest do elektrowni Kozienice, a ta dodatkowo, de facto za nic, musi zapłacić miliardy Timmermansowi, a w związku z tym elektrownia zmuszona będzie podnieść nam ceny energii.

Te działania w przestrzeni medialnej słusznie zaczynają być nazywane rewolucją. De facto także ideologiczną. Na ostatnim szczycie w Brukseli Premier Mateusz Morawiecki niestety poparł politykę Europejskiego Zielonego Ładu Timmermansa, z zastrzeżeniem tylko, że Polska na jego wdrożenie potrzebuje nieco więcej czasu niż inne kraje. Za to Morawiecki przez partyjnych kamratów został okrzyknięty bohaterem. Po tzw. trudnych negocjacjach nowy przewodniczący Rady Europejskiej Belg Charles Michel twierdził, że ma nadziej, że już za pół roku Polska „zostanie wciągnięta na pokład”, czyli w pełni zaangażuje się w unijną zieloną utopię. Czas pokaże. Wielu trzeźwo myślących podkreśla, że gdyby w Polsce zlikwidować wszystkie kopalnie, ba nawet w całej Europie odejść od węgla, to praktycznie nie będzie miało żadnego wpływu na klimat. UE (cała) w skali świata emituje zaledwie kilka procent CO2. Ponad 90 procent inne kraje świata, które jeszcze zwiększają produkcję węgla. A my brniemy w kolejną, bardzo kosztowną ideologię. Kto nas ochroni przed tym szaleństwem? Czy możemy liczyć na polski rząd, albo popierających Timmermansa europosłów? A może należy uciekać i szukać schronienia w skałach oraz liczyć na cudowną opiekę świętej Barbary.