W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Cywilizacja życia

10 lutego 2019

Tydzień temu włoski kościół obchodził ogólnokrajowy „Dzień dla życia”. Z tej okazji papież Franciszek ponownie upomniał się o prawo do życia dla nienarodzonych dzieci. „Dobrowolne zgaszenie życia w zarodku to zdrada naszego powołania, a także międzypokoleniowej umowy, która pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość” - powiedział papież. Zwrócił też uwagę, że „ci, którzy zostali poczęci, są dziećmi całego społeczeństwa”. (...) „Ich zabijanie w ogromnej liczbie przy przyzwoleniu ze strony państw, stanowi ciężki problem, który u podstaw podminowuje konstrukcję sprawiedliwości i zagraża właściwym rozwiązaniom każdej innej kwestii ludzkiej i socjalnej”. Papież zdecydowanie sprzeciwił się sprowadzaniu życia „do wymiaru dobra do konsumpcji, które można użyć i wyrzucić”. Słowa te padły, jak wspomniałem, tydzień temu, ale papież Franciszek konsekwentnie, tak jak jego poprzednicy, opowiada się za obroną życia od początku swego pontyfikatu. Pod koniec stycznia tego roku wracając z Panamy Ojciec Święty przypomniał m.in., że „orędzie miłosierdzia dotyczy wszystkich, także osoby ludzkiej, która jest w łonie matki”.
W październiku ubiegłego roku papież Franciszek w Watykanie przyrównał aborcję do wynajęcia „płatnego zabójcy, który ma rozwiązać problem”, a w czerwcu ubiegłego roku powiedział, że „aborcję chorych dzieci można porównać do działań nazistów, które miały na celu zachowanie czystości rasy”. I można by dalej cytować. Jedno jest pewne, Kościół katolicki zdecydowanie opowiada się przeciw cywilizacji śmierci, a za cywilizacją życia. Według Światowej Organizacji Zdrowia w ubiegłym roku w wyniku aborcji życie straciło blisko 42 miliony dzieci. Dwa miesiące temu z okazji 70-tej rocznicy Deklaracji Praw Człowieka papież Franciszek ponownie sprzeciwił się cywilizacji śmierci. Na papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie mówił: „Podczas, gdy jedna część ludzkości żyje w bogactwie, inna widzi własną godność, która jest wydziedziczana, pogardzana lub deptana, a jej podstawowe prawa są ignorowane lub gwałcone. Myślę m.in. o dzieciach, którym odmawia się prawa do przyjścia na świat” - mówił papież. Jednocześnie zaapelował; „Należy umieścić prawa człowieka w sercu polityki”. No właśnie, to sprawa bardzo ważna dla polityki krajowej i europejskiej.

W niewielu krajach Europy aborcja jest prawnie zakazana. Wiele krajów Unii Europejskiej wprowadza eutanazję, czyli zabijanie nie tylko narodzonych, chorych dzieci, ale też osób starszych. Od dłuższego czasu w Parlamencie Europejskim zabójstwa takie próbuje się przedstawiać jako prawo do godnej śmierci. Prawo do zabijania dzieci nienarodzonych, czyli aborcja, przegłosowywane jest w przygniatającej większości unijnych dokumentów, także w Parlamencie Europejskim. Częstokroć ukryte jest to pod eufemistycznym określeniem „zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”. Mimo że największą grupą w Parlamencie Europejskim są - przynajmniej z nazwy - Chrześcijańscy Demokraci, czyli Europejska Partia Ludowa, to nie przeszkadza im w lansowaniu, a także głosowaniu za takimi rozwiązaniami.
W grupie chadeckiej i pozostałych są przecież katolicy i inni chrześcijanie. Rozmywają się jednak oni w tej specyficznej unijnej magmie. Znam wielu europosłów, którzy głosują przeciwko konkretnym poprawkom wprowadzającym możliwość aborcji, ale gdy większość opowie się za ich przyjęciem, to razem z tą większością głosują później za przyjęciem całego dokumentu. Czasami bohatersko się wstrzymują. Większości z ust nie schodzi słowo „demokracja”, a Parlament nasz na wyrost określają mianem „świątyni europejskiej demokracji”. Jednakże papierkiem lakmusowym każdego szczerego demokraty powinien być stosunek do życia. Niestety nie przypominam sobie aby w przeciągu ostatnich pięciu lat zwolennicy cywilizacji życia wygrali choćby jedno takie głosowanie. W Izbie naszej zasiada 751 europosłów. Jak zauważyłem, średnia frekwencja w trakcie głosowań to 600, 650 osób, a z tego głosujących za życiem - 150 do 200 osób. Czy w przyszłej kadencji Parlamentu Europejskiego da się te proporcje zmienić? Z pewnością tak, ale przed wyborami politycy muszą się do tego zobowiązać, a wyborcy powinni ich z tego rozliczyć. Nie może być tak, że przed wyborami deklaruje się działania na rzecz ochrony życia, a po wyborach szuka się alibi usprawiedliwiające odejście od przedwyborczych zobowiązań. Powstaje też pytanie, czy katolicy, chrześcijanie opowiadający się zdecydowanie za życiem, mogliby stworzyć w Brukseli i Strasburgu odrębną frakcję, która mówiłaby własnym głosem i nie byłaby dominowana przez obecnych unijnych decydentów. Aby taka grupa powstała, potrzeba zaledwie 25 posłów z co najmniej 7 krajów członkowskich. Przeciwnicy takiego rozwiązania powołują się na słowa francuskiego filozofa, który twierdził, że „w polityce nie działa się jako katolik, tylko będąc katolikiem”, a znany polityk niemiecki dodawał, że „nie ma chrześcijańskiej polityki, jest tylko chrześcijańska odpowiedzialność w polityce”. Czy nie dojrzał jednak czas, aby tę chrześcijańską odpowiedzialność w polityce naprawdę skonkretyzować?

Mirosław Piotrowski