W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Budżet Unii

24 listopada 2013

Parlament Europejski przyjął siedmioletni budżet UE.

Głównym wydarzeniem minionego tygodnia w Parlamencie Europejskim w Strasburgu było przegłosowanie przez posłów budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Przyjmowanie budżetu należy do jednej z głównych prerogatyw Parlamentu Europejskiego. Budżet ustalany jest na siedem lat. Choć od dawna pojawiają się propozycje pięcioletnich ram finansowych, które pokrywałyby się z pięcioletnią kadencją Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej, to nadal tkwimy w dość kuriozalnej sytuacji. Przyjmując w listopadzie budżet, pozostawiamy go Parlamentowi Europejskiemu, który zostanie wybrany dopiero za sześć miesięcy oraz Komisji Europejskiej, którą zatwierdzi już nowy Parlament. Z przyjęciem obecnego budżetu zwlekano tak długo, gdyż Parlament Europejski domagał się, aby wcześniej państwa członkowskie wyraziły zgodę na dopłatę ponad jedenastu miliardów euro w celu załatania tegorocznej dziury budżetowej. Niedobór taki powstaje ze względu na już teraz zakładaną różnicę pomiędzy wydatkami Unii, a realnymi wpłatami państw członkowskich. Przyjęty przez Parlament Europejski budżet po raz pierwszy jest mniejszy niż poprzedni o 40 miliardów euro. Założono, że w latach 2014-2020 Unia wyda 960 miliardów euro, a w tym samym okresie wpływy do budżetu wyniosą tylko 908 miliardów. Już na starcie brakuje więc pięćdziesięciu dwóch miliardów euro. Deficyt ten będą musiały w przyszłości sfinansować państwa członkowskie (również Polska). Rozbieżność w podawanych kwotach - 960 i 908 miliardów euro - wykorzystywana jest propagandowo w poszczególnych krajach członkowskich. W Wielkiej Brytanii wskazuje się na niższą kwotę 908 miliardów jako sukces negocjacyjny premiera Davida Camerona i zmniejszenie zobowiązań Wielkiej Brytanii w płatnościach do unijnego budżetu.
W Polsce premier Donald Tusk jako podstawę wskazuje 960 miliardów, głosząc, że Polska stanie się największym odbiorcą unijnych funduszy, otrzymując około 106 miliardów euro w okresie siedmiu lat. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób fundusze są liczone. Nawet mechanicznie porównując składki poszczególnych państw członkowskich i fundusze, jakie otrzymują z Unii Europejskiej, to według oficjalnych danych Komisji Europejskiej za 2011 rok proporcjonalnie więcej od Polski otrzymują takie kraje, jak chociażby Łotwa i Litwa. Również w tej perspektywie finansowej kilka innych krajów ma otrzymać więcej z budżetu Unii w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Nie udało się zapewnić równych i sprawiedliwych dopłat bezpośrednich dla polskich rolników. Dostają oni około 240 euro dopłaty do jednego hektara, podczas gdy średnia unijna wynosi prawie 270 euro, a np. w Grecji, dopłaty w zależności od rodzaju uprawy sięgają nawet 544 euro do hektara. Około siedemdziesiąt procent całego budżetu Unii Europejskiej pochodzi ze składek członkowskich poszczególnych państw, które solidarnie wpłacają 1% Produktu Krajowego Brutto swojego kraju. Pozostałe kwoty pochodzą z ceł, VATu i innych źródeł. Rząd polski oficjalnie twierdzi, że im większy budżet Unii, tym lepsze warunki będzie miała Polska. Najważniejsze są jednak szczegółowe zapisy i to, czy teoretycznie sformułowana możliwość skorzystania z unijnych pieniędzy będzie się przekładać na możliwość konkretnego, czyli praktycznego wykorzystania ich w Polsce. W obecnej perspektywie finansowej Komisja Europejska domagała się od Polski zwrotu wielu milionów euro ze względu na niezgodne z przeznaczeniem wykorzystanie środków unijnych, np. na drogi zamiast na kolej, a jeśli jesteśmy przy drogach, to warto przypomnieć, że wielu ekonomistów twierdzi, że z każdego unijnego euro przeznaczonego na polskie drogi przynajmniej 70 centów wraca do starych państw członkowskich poprzez zaangażowane tu firmy zachodnie. Unijny Komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski przestrzega, że w tej perspektywie finansowej "będziemy starannie obserwowani przy wykorzystaniu tych pieniędzy". Zaznaczył też, że mamy nadmierne ambicje i budujemy za dużo lotnisk.
W związku z przyjętym budżetem radość w szeregach aktywistów rządzącej Platformy Obywatelskiej i PSLu jest duża. Wiele miesięcy przed przyjęciem budżetu przeprowadzono symulacje wykorzystania tych funduszy. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego obliczyło wysokość dotacji, jakie będą mogli otrzymać polscy przedsiębiorcy. Większość tej kwoty, czyli 7 miliardów euro zawarta będzie w programach regionalnych, których dysponentami będą marszałkowie województw. Właśnie jedna z polskich gazet podała, że małopolski marszałek z Platformy Obywatelskiej sprzedał prywatnej firmie 100% udziałów publicznej spółki za dwa miliony sześćset tysięcy złotych, a dzień wcześniej przed sprzedażą na posiedzeniu zarządu województwa przyznano tejże spółce dofinansowanie w wysokości sześćdziesięciu czterech milionów złotych ze środków Unii Europejskiej. Tak więc za dwa miliony sześćset sprzedano publiczną spółkę z unijnym kapitałem o wartości sześćdziesięciu czterech milionów. Do kogo bezpośrednio trafią te unijne miliony? Przyglądając się radości rządzących wypływającej z przyjętego budżetu Unii, warto zapytać, czy wszyscy przedsiębiorcy i obywatele polscy mogą liczyć na tak lukratywne kontrakty, czy prezenty.

M. Piotrowski