W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Bruksela w Finlandii

8 lutego 2015

W tym tygodniu grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów zamiast na posiedzenie w Brukseli, udała się na robocze dni studyjne do Finlandii. Zgodnie z regulaminem Parlamentu Europejskiego, można organizować wyjazdowe spotkania grupy w kraju europosłów, którzy do niej przynależą. Nasza grupa EKR liczy 72 europosłów i jest trzecią co do wielkości w Parlamencie Europejskim. Wśród 72 eurodeputowanych mamy dwóch Finów z partii Prawdziwych Finów, która obecnie nazywa się partią Finów. To trzecia siła polityczna w Finlandii, a według przedwyborczych sondaży może zająć jeszcze lepsze miejsce. Jest to partia narodowo-konserwatywna, opowiadająca się za konserwatywnymi wartościami moralnymi, m.in przeciw tzw. małżeństwom homoseksualnym. Jednym z głównych punktów jej programu jest sprzeciw wobec rozszerzania wpływów Brukseli. Zdecydowanie sprzeciwia się ratowaniu unijnych bankrutów, czyli takich państw jak Grecja, a wcześniej Portugalia, Hiszpania, czy inne.

Finlandia obszarowo to duży kraj, większy niż Polska, ale zamieszkuje tu niespełna 5 i pół miliona ludzi. W fińskim Parlamencie, do którego w tym tygodniu nas zaproszono, zasiada aż 200 przedstawicieli. Kadencja posłów trwa 4 lata, a prezydent wybierany jest na 6 lat. Prezydent Finlandii zwyczajowo odwiedza Parlament tylko raz na początku roku, choć częściej bywa tam nieoficjalnie, korzystając z parlamentarnego basenu i fińskiej sauny. Notabene goszcząca nas partia Finów została założona przed dwudziestu laty w fińskiej saunie, o czym poinformował nas jej przewodniczący Timo Soini.

W tym tygodniu debatę parlamentarną w Helsinkach zdominował temat Grecji. Finowie, którzy należą do strefy euro od 1999 roku, nie chcą więcej płacić na Grecję. Przemawiający premier tego kraju Aleksander Stubb, były europoseł, zapowiadał domaganie się zwrotu pożyczonych Grecji pieniędzy, a szef partii Finów twierdząc, że historia euro to historia pomyłek, wskazywał, że po wpompowaniu w Grecję ponad 320 miliardów euro społeczeństwo tego kraju jeszcze bardziej zubożało, a pieniądze trafiły do niemieckich i francuskich banków. Temat ten omawiany był również z ekspertami, fińskimi bankierami podczas posiedzenia naszej grupy tutaj w Helsinkach. Spotkań było wiele, dotyczyły m.in. doświadczeń fińskich w tworzeniu Inteligentnego, Innowacyjnego i Konkurencyjnego Biznesu, fińskiego modelu edukacji, wyzwań geopolitycznych, które stoją przed Unią Europejską, aż po omówienie sytuacji politycznej w Finlandii w kontekście nadchodzących wyborów parlamentarnych w tym kraju. Dominujące tematy przedwyborczej dyskusji to nie tylko łożenie na bankrutującą Grecję, ale także wysokie, bo aż dziewięcioprocentowe bezrobocie. Jednym z pomysłów na jego zniwelowanie ma być poluzowanie więzi i kontaktów z Brukselą.

Politycy zastanawiają się, jak pobudzić wzrost gospodarczy i rozwiązać problem imigracji.  Pojawia się też temat Paktu Północnoatlantyckiego, do którego Finlandia nie należy. Zwolennicy i przeciwnicy przystąpienia Finlandii do NATO znajdują się niemal w każdej partii politycznej. Podobnie jest w partii Finów, którzy obecnie posiadają 37, a wcześniej 39 miejsc w jednoizbowym Parlamencie. W Finlandii najważniejsze wybory to wybory parlamentarne. Finowie bardzo rzadko sięgają po instrument, jakim jest referendum.
W historii tego kraju zorganizowano tylko dwa referenda. W 1931 roku w sprawie prohibicji i w 1994 w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej. O ile obecność Finlandii w strukturach Unii nie jest kwestionowana, to, jak mówiłem, wiele kontrowersji i problemów wynika z jej przynależności do strefy euro. Jak podkreślało wielu fińskich polityków, problem waluty euro jest polityczny, a na gruncie ekonomicznym wiele krajów członkowskich, w tym Finlandię, ściąga w dół. Lider partii Finów twierdzi, że problem leży w samej konstrukcji euro, które nie ma podbudowy państwowej. Prowadzi to do nadużyć jak w Grecji, bezrobocia jak w Finlandii i wysokich cen. Tutaj ceny są o wiele wyższe niż w Polsce, a nawet wyższe niż w Brukseli.
W Polsce politycy obozu rządzącego na oślep promują wejście naszego kraju do strefy euro. Sądzę, że przydałaby im się chwila refleksji i zastanowienia, ot chociażby taka, jaką można przeżyć podczas spotkania z ekspertami i politykami w Finlandii.

Mirosław Piotrowski