W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Bezpieczeństwo

2 grudnia 2012

Europoseł Mirosław Piotrowski odnosi się do różnych interpretacji pojęcia „bezpieczeństwo”.

„Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. To rzymska zasada, aktualna do dziś – dla tych, którzy dbają o bezpieczeństwo państwa i narodu. Poczucie bezpieczeństwa może być złudne. Staje się często zasłoną dymną dla działań przeciwko wolności i faktycznemu bezpieczeństwu większości narodów. W okresie PRL zewnętrzne bezpieczeństwo państwa gwarantować miał sojusz ze Związkiem Sowieckim i Układ Warszawski, a bezpieczeństwo wewnętrzne Urząd Bezpieczeństwa (UB) i Służba Bezpieczeństwa (SB).  Gwarantowane przez te służby wolność i bezpieczeństwo sprowadzały się do naturalnego odruchu nucenia sowieckiej pieśni „ja drugoj takoj strany nie znaju, gdie tak wolno dyszyt czełowiek”. Inaczej interpretujących wolność, jak księdza Jerzego Popiełuszkę, księdza Sylwestra Zycha, Grzegorza Przemyka, właściwymi sobie metodami zabezpieczyło SB. Po przemianach 1989 roku i jesieni ludów w Europie, zdefiniowano na nowo wolność i bezpieczeństwo, nadając im także nowe ramy organizacyjne. Ówczesne tzw. elity polityczne stanęły przed dylematem jak zachować bezpieczeństwo, nie ograniczając wolności.

W aspekcie zewnętrznym Polska zmieniła wojskowe sojusze, stając się członkiem Paktu Północnoatlantyckiego, czyli NATO, a po wejściu do Unii Europejskiej zgłasza aspiracje współtworzenia europejskiej armii w ramach europejskiej polityki bezpieczeństwa i obrony. Minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski nazwał to polityką dwóch polis bezpieczeństwa. Niemniej ważne było i jest bezpieczeństwo wewnętrzne obywateli. Myślał o nim już prezydent USA Franklin Delano Roosevelt, formułując swoje słynne cztery wolności to jest wolność religii, słowa, wolność od nędzy i wolność od strachu.

Również dzisiaj większość odpowiedzialnych rządów troszczy się o bezpieczeństwo socjalne, energetyczne, zdrowotne i osobiste obywateli w znaczeniu osobistej nietykalności. Odpowiednie służby działają na rzecz zapewnienia poczucia bezpieczeństwa w tych obszarach. Wielu ma wątpliwości, czy liczba i rozmiar środków prewencyjnych, na przykład w Polsce, jest adekwatna do zagrożeń.  W naszym kraju mamy aż kilkanaście służb czuwających nad bezpieczeństwem, od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ABW, Centralnego Biura Antykorupcyjnego CBA, wywiadu skarbowego, po policję z Centralnym Biurem Śledczym CBŚ. W ubiegłym roku ta ostatnia, czyli policja wystąpiła dwa miliony razy o bilingi Polaków, co postawiło nas na pierwszym miejscu wśród najbardziej inwigilowanych narodów Europy. W analogicznym okresie ABW zwracała się o dostęp danych Polaków ponad 126 tysięcy razy, a CBA ponad 70 tysięcy razy.  Jeden z ogólnopolskich dzienników skonstatował, że „pod względem inwigilacji obywateli z Polską nie może równać się żaden kraj europejski”. Dla porównania w Niemczech demokratycznego porządku pilnują tylko trzy instytucje – Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, Federalna Służba Wywiadowcza i Kontrwywiad Wojskowy. Funkcjonariusze tych instytucji główne zagrożenie dla państwa upatrują w formacjach lewicowych i postkomunistycznych. Według szefa niemieckiego MSW – Hansa Petera Friedricha inwigilowanych jest obecnie 29 niemieckich polityków lewicy w Bundestagu i w Parlamencie Europejskim. W Polsce dostrzegamy odwrotną tendencję przejawiającą się w inwigilacji polityków prawicy. Dochodzi także do kontrowersyjnych działań operacyjnych w stosunku do społeczności deklarujących poglądy narodowe i chrześcijańskie. Nawet minister administracji i cyfryzacji Michał Boni w lutym tego roku stwierdził, że „należy ograniczyć inwigilację w naszym kraju”. Za deklaracjami tymi nie podążają jednak czyny. Dostrzegają to zagraniczne media. Na niemieckim portalu internetowym Heise.de alarmują, że „w Polsce nagminnie łamane są prawa człowieka, a sami Polacy nie mają zaufania ani do polityków, ani do wymiaru sprawiedliwości”. Natomiast telewizja kanadyjska w kontekście policyjnej prowokacji na marszu 11 listopada w Warszawie zapytuje, „czy w Polsce znowu jest stan wojenny”. A my w wolnej Polsce na razie możemy tylko pytać, czy powracamy do standardów bezpieczeństwa z okresu komunizmu.

M. Piotrowski