W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Barbarzyństwo

23 lutego 2014

Eutanazja dzieci w Belgii.

Dwadzieścia cztery lata temu, w 1990 roku,  przyjechałem do stolicy Belgii, Brukseli z delegacją uniwersytetu. Na dzień dobry usłyszeliśmy od gospodarzy sensacyjną informację, że właśnie abdykował Król Belgii Baldwin I. Nieco wcześniej parlament belgijski przegłosował ustawę ułatwiającą aborcję, czyli zabijanie dzieci nienarodzonych. Aby ustawa weszła w życie potrzebny był podpis króla. Było to niezgodne z jego sumieniem, w związku z tym wolał na dwa dni abdykować. Formalnie parlament belgijski uznał go za niezdolnego do pełnienia swoich funkcji przez dwa dni. Ustawę pod nieobecność króla podpisali właściwi ministrowie.

Trzynastego lutego tego roku belgijski parlament przyjął w głosowaniu ustawę dopuszczającą eutanazję, czyli zabijanie żyjących dzieci. To barbarzyństwo, ale zyskało ono aprobatę większości belgijskich parlamentarzystów. Sam projekt eutanazji dzieci w Unii Europejskiej budził już wcześniej ogromne kontrowersje. Przegłosowana regulacja dotyczy bowiem wszystkich cierpiących dzieci bez względu na wiek. Belgia jest drugim krajem, w którym ustawowo można będzie dokonywać eutanazji dzieci. Pierwszym była Holandia, ale tam ustalono granicę 12 lat. W Belgii nawet sześcio-, ośmio-, czy dziesięciolatek będzie mógł "poprosić o zastrzyk z trucizną". Również tę ustawę będzie musiał podpisać król Belgii, obecnie jest nim Filip I, notabene bratanek Baldwina I. Belgijska prasa przewiduje, że odwrotnie niż Baldwin, król Filip ustawę podpisze.

Zwolennicy barbarzyńskiego zabijania chorych dzieci, cierpiących na nieuleczalne choroby, przewrotnie twierdzą, że pragną im tylko pomóc i ulżyć w cierpieniu. Wielu lekarzy zwraca uwagę, że "argument uśmierzania bólu przez morderstwo jest absurdalny".  Jak czytamy w uzasadnieniu do ustawy, przed zabiciem dziecka "psycholog musi potwierdzić, że dziecko ma zdolność osądu i jest w stanie podjąć decyzję o rozstaniu się z życiem" (PAP, 14 lutego 2014). Nie trzeba być naukowcem - każdy, kto wychowuje dzieci wie, że żaden sześcio- czy ośmiolatek nie jest w stanie dokonać takiego wyboru i wyobrazić sobie, że jego decyzja ma wymiar ostateczny. Dziecko nie rozumie, co to śmierć. Przecież nawet palenie papierosów dozwolone jest od lat osiemnastu, a decyzję o pozbawieniu życia pozostawia się rzekomo w rączkach kilkuletnich dzieci. Tak naprawdę decyzję o zakończeniu życia podejmują rodzice, opiekunowie, lekarze.

W Holandii, jak podaje prasa, co roku lekarze pozbawiają życia bardzo chore dzieci, których stan nie rokuje nadziei i czynią to nierzadko nawet bez wiedzy i zgody rodziców. W kraju tym starsi ludzie boją się szpitalnego leczenia. Z obawy przed uśmierceniem wyjeżdżają na leczenie do Niemiec. Trzeba o tym mówić i przynajmniej próbować przeciwdziałać. W pięćdziesięciu krajach świata, także w Polsce, zbierane są podpisy pod petycją do króla Belgów, aby nie sygnował tej barbarzyńskiej ustawy. Inicjatorzy oczekują, że dla króla Belgii "wartości etyczne mają fundamentalne znaczenie". Sprawa ma szerszy wymiar, gdyż stolica Belgii, Bruksela, nazywana jest sercem całej Europy (the heart of Europe). Mieści się tutaj większość centralnych instytucji unijnych - Komisja Europejska, Parlament, Rada Europejska.

Kilka dni temu Przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy przybył na spotkanie z posłami naszej grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Korzystając z okazji zapytałem go, czy jako były premier Belgii i obecny szef Rady popiera decyzję belgijskiego parlamentu. Przewodniczący odpowiedział, że obecnie wykracza to poza jego kompetencje, ale jako członek parlamentu głosowałby przeciw. Cieszy ta deklaracja, ale to chyba trochę zbyt mało jak na szefa tak ważnej unijnej instytucji i byłego premiera Belgii.

Belgia to mały dziesięciomilionowy kraj zdominowany przez konflikty pomiędzy francuskojęzycznymi Walonami i niderlandzkojęzycznymi Flamandami. Ci ostatni twierdzą, że państwo belgijskie jest sztucznym tworem funkcjonującym jedynie dzięki Unii Europejskiej. Podobne twory, jak w przeszłości Austro-Węgry, Jugosławia, czy Czechosłowacja, już dawno się rozpadły. Ostatnim z nich jest Belgia, której ważnym spoiwem jest król. Państwo to, o czym niewielu pamięta, powstało dzięki Polsce, w 1830 roku. Gdy dwudziestego czwartego listopada 1830 roku ogłoszono powstanie niepodległej Belgii, car Mikołaj I wydał rozkaz swoim dowódcom, aby przygotowali zbrojną interwencję w Belgii. Kilka dni później plany Rosji pokrzyżował wybuch Powstania Listopadowego w Królestwie Polskim i Rosja zmuszona była skierować wszystkie swoje siły na wojnę z Polakami. Nie była gotowa do walki na dwa fronty, co de facto uratowało Belgię. Już chociażby przez ten historyczny fakt Polacy są poniekąd odpowiedzialni za poczynania tego kraju.

Obecnie jesteśmy członkami tej samej Unii Europejskiej, która deklaruje w najważniejszych dokumentach, że każdy ma prawo do życia, także, jak rozumiem, chore i bezbronne dzieci. Możemy stanąć w ich obronie, składając swój podpis pod petycją do króla Belgii Filipa. Warto przypomnieć, że jego stryj Baldwin uzasadnił swoją odmowę podpisania ustawy aborcyjnej słowami: "Gdybym tak nie zrobił, byłbym przez całe życie chory ze świadomości, że zdradziłem Boga".

M. Piotrowski