W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

25 lat minęło

8 czerwca 2014

Czy wybory 25 lat temu były rzeczywiście wolne i demokratyczne?

"Wcale nie wygraliśmy 4 czerwca, generał miał nas w garści" - to słowa wypowiedziane przez Lecha Wałęsę w kontekście hucznie obchodzonej rocznicy
25-lecia pierwszych tzw. wolnych wyborów. Nie były one ani wolne, ani demokratyczne. W wyniku porozumienia zawartego w Magdalence oraz rozmów przy Okrągłym Stole utworzono dwuizbowy parlament i przywrócono funkcję prezydenta państwa.  Komuniści zagwarantowali sobie jednak, że bez względu na liczbę oddanych głosów automatycznie zachowają 65% miejsc w Sejmie. Kandydaci opozycji walczyli jedynie o 35%, co z góry przekreślało możliwość zwycięstwa. Prezydentem państwa wybrany został wykonawca stanu wojennego generał Wojciech Jaruzelski. Stało się tak dzięki głosom opozycji, która chciała wywiązać się z umowy okrągłostołowej. Premierem miał zostać szef MSW generał Czesław Kiszczak, ale nie zdołał sformować rządu. Ostatecznie został wicepremierem i starym-nowym ministrem spraw wewnętrznych. Pełnił tę funkcję do lipca 1990 roku, czyli do czasu, gdy trwała  "wojna na górze", tzn. opozycja była już mocno skłócona. Premierem został były aktywista PAXu Tadeusz Mazowiecki, który kompletując skład nowego rządu miał przez wiele godzin osobiście namawiać Kiszczaka, by został wicepremierem i szefem MSW. Pisałem już o tym 10 lat temu na łamach "Naszego Dziennika".

Tadeusz Mazowiecki jako premier w sejmowym exposé zapowiedział politykę grubej kreski, która z jednej strony zapewniła fizyczne i polityczne bezpieczeństwo komunistycznemu establishmentowi, a z drugiej umożliwiła gospodarcze uwłaszczenie się nomenklatury. Taki "odwrót kontrolowany" okazał się z punktu widzenia komunistów przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Jak do tego doszło? Jak ujawnił naczelnik wywiadu zagranicznego KGB Leonid Szebarszyn w moskiewskiej centrali opracowano "plan działań aktywnych" umożliwiających reżimom bloku wschodniego kontrolowany odwrót. Jednakże formę realizacji tych "działań" pozostawiono inwencji lokalnych przywódców.

W Polsce komuniści do rozmów Okrągłego Stołu przygotowywali się przynajmniej trzy lata, czyli od 1986 roku kiedy to - jak ujawnił doradca generała Kiszczaka - szef MSW "zamknął w Magdalence na kilka dni Pożogę, Cioska i Urbana i kazał im opracować rzetelny raport o sytuacji w kraju i o sposobach wyjścia z kryzysu".
Rok później nastąpiło przenikanie partyjnej kadry kierowniczej do spółek z zagranicznym kapitałem. W styczniu 1989 roku, a więc jeszcze przed rozpoczęciem obrad przy Okrągłym Stole Sejm uchwalił ustawę o komercjalizacji przedsiębiorstw państwowych, co de facto zniosło ograniczenia w organizowaniu spółek i firm prywatnych. Jednocześnie zalegalizowano swobodny handel dewizami. Skorzystali na tym towarzysze partyjni oraz funkcjonariusze i współpracownicy SB. Dopiero potem przystąpiono do rozmów w Magdalence w willi Departamentu I MSW, czyli wywiadu. Ustalenia, które tam zapadły potwierdzane były w trakcie okrągłostołowych obrad.

Przedstawiciele opozycji zasiadający przy Okrągłym Stole zostali wyselekcjonowani przez generała Czesława Kiszczaka i mieli świetnie wyuczone role. W trakcie oficjalnych rozmów podsekretarz stanu w MSW Czesław Staszczak uspokajał aktyw partyjny słowami "spokojnie, towarzysze, scenariusz Okrągłego Stołu napisała partia, a jego realizacja przebiega niezmiennie w warunkach przez nas dyktowanych". 

Przez długie lata, także dzisiaj, nad Polską unosi się widmo Magdalenki i Okrągłego Stołu, które zatarło różnicę pomiędzy PRL-em a wolną Polską. Wielu normalnych ludzi, działaczy "Solidarności", także tych zapomnianych,  uważa, że zmiany poszły w złym kierunku. Przeświadczenia tego nie zdołała przyćmić pompa tzw. Dnia Wolności, w której udział wziął prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Przy tej okazji wielu komentatorów podkreślało, że 4 czerwca Polska uczyniła dopiero pierwszy krok do wolności.  Jeśli trzymać się tej poetyki, to robiąc ten krok przynajmniej jedna noga ugrzęzła w błocie.

Mirosław Piotrowski



Kategorie: Polityka,