W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Wykluczanie

6 stycznia 2017

Felieton prof. Mirosława Piotrowskiego pt. Wykluczanie opublikowany w Tygodniku Katolickim Niedziela

 [wykluczanie.jpg]

Z perspektywy Brukseli i Strasburga poczynania opozycji w Polsce jawią się groteskowo. Niemniej garstka zagranicznych europosłów, którzy dali się nabrać .Nowoczesnej, PO i innym KOD-om, inicjującym debaty o Polsce w europarlamencie, musi obecnie czuć się wyjątkowo zażenowana. Idzie o blokadę prac polskiego Sejmu i okupację fotela marszałka. Tak to już jest, że większość zdarzeń ludzie porównują do własnych przebytych lub możliwych doświadczeń. W Parlamencie Europejskim, podobnie jak w innych parlamentach krajowych Unii Europejskiej, przewodniczący nakłada kary na krnąbrnych posłów bądź czasowo wyklucza ich z obrad. Najczęstsze kary to pozbawienie europosła dziesięciu dniówek oraz wykluczenie, czyli nakaz natychmiastowego opuszczenia sali obrad. W razie nieposłuchania przewodniczącego woźni wyprowadzają europosła z sali PE. Osobiście byłem świadkiem wielu takich sytuacji. Oczywiście, później można się odwoływać, ale nakaz prowadzącego obrady wprowadza się w życie natychmiast.

Choć z wieloma tego typu decyzjami europosłowie się nie zgadzają, to nikomu nawet przez myśl nie przemknęło, aby szturmem zaatakować prezydium i okupować fotel szefa Parlamentu Europejskiego.

A dlaczego nie? Toż to przecież Europa, demokracja doskonała, kultura itp., itd. Podobne zachowanie uznano by z pewnością za barbarzyństwo.

A tu nagle bęc! Bliscy przyjaciele brukselskich salonowców w Polsce wyprawiają takie hece. Ci co jeszcze w Adwencie, w kontekście „dobrej zmiany" w Polsce, bredzili coś o demokratycznych standardach Białorusi czy Ukrainy, właśnie sami je zaprezentowali. Obserwując dowodzących opozycyjnym stadem, byłem przekonany, że to odruch atawistyczny. A tu słyszę o już wcześniej przygotowanych kanapkach i nie tylko. W Parlamencie Europejskim na salę plenarną nie wolno wnosić żywności ani napojów. Nawet butelki z wodą.

Gdy wracałem przed świętami Bożego Narodzenia z Brukseli, w samolocie gawędziłem o tym z jednym polskim europosłem. Przypomnieliśmy sobie, iż niedawno przewodniczący PE po raz kolejny ukarał za wypowiedź Janusza Korwin-Mikkego.

Jak tak można? Toż to Polak przecież! Krzywdzą naszych, rozkręcał się mój interlokutor. Wreszcie padła propozycja, aby w PE postąpić tak jak w polskim Sejmie. Oczywiście, miała ona charakter żartobliwy. Ale pst! Bo co będzie, jeśli bojownicy o wolność i demokrację, mający swoich wyznawców w Parlamencie Europejskim, potraktują to na serio...