W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Uczciwy podział?

12 marca 2017

„Uczciwy podział” - to najczęściej powtarzane hasło w kampanii wyborczej w Niemczech przez Martina Schulza. Ten były przewodniczący Parlamentu Europejskiego jest kandydatem socjaldemokratów na kanclerza Niemiec. Najpierw muszą oni jednak wygrać wybory do Bundestagu, które odbędą się we wrześniu tego roku. Martin Schulz w wielu sondażach wyprzedza już kanclerz Angelę Merkel.
Schulz przed rozpoczęciem kampanii skrupulatnie przemyślał jej strategię. Obecna kanclerz najbardziej traci na popularności ze względu na decyzję wpuszczenia ogromnej rzeszy imigrantów. Schulz, mając świadomość, że jego partia SPD aktywnie w tym współuczestniczyła, postanowił jednak nieco od tego obrazu się odkleić. Wprawdzie sam Schulz nie był przeciwny przyjmowaniu imigrantów, to w pewnym sensie kreuje się na mniej odpowiedzialnego, gdyż wówczas przebywał w Brukseli. Jest niejako z zewnątrz. Obecnie, widząc ogromne zagrożenie i problemy, jakie stwarzają imigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu, twierdzi, że trzeba się nimi podzielić z innymi krajami Unii i to uczciwie. Z ust nie schodzi mu więc hasło „uczciwy podział”.

Sytuacja, do której doprowadziła kanclerz Merkel jest dramatyczna. Według niedawno opublikowanych statystyk, z Niemiec wyjeżdża coraz więcej ludzi bogatych, m.in. do Nowej Zelandii, Australii, Stanów Zjednoczonych, ale także na Węgry. O ile w 2015 roku po wspomnianej decyzji kanclerz zezwalającej na niekontrolowany wjazd imigrantów, z Niemiec wyjechało tysiąc milionerów, to w 2016 z Niemiec uciekło już cztery tysiące milionerów. To ludzie, których majątek szacowany jest od jednego miliona dolarów do kilkunastu, a nawet kilkuset milionów dolarów. Mimo posiadanego majątku i możliwości ochrony, czują się zagrożeni. Wielu z tych, którzy wyjechali tworzyło miejsca pracy, ale przede wszystkim płacili oni w Niemczech ogromne podatki. Mniej zamożni od nich obywatele Niemiec radzą sobie w inny sposób.
Po feralnej nocy sylwestrowej w Kolonii, Niemcy szturmem ruszyli do sklepów z bronią. Wprost wymiecione zostały pistolety gazowe, gaz łzawiący, gaz pieprzowy, a także kusze. Wielu Niemców, a przede wszystkim kobiet niemieckich, po doświadczeniach wieczorowo-nocnych z imigrantami, nie ma jednak wyjścia. Przykładem niech będzie działający w Hamburgu, od prawie stu lat, sklep z bronią, którego obroty od wspomnianych wydarzeń wzrosły nie o sto, trzysta, czy pięćset procent, ale o 3600 procent. W wyniku deficytu tych towarów, nasi zachodni sąsiedzi na podobne zakupy przyjeżdżają więc do Polski. Słowem, jak alarmuje niemiecka prasa, Niemcy się zbroją. Niebotycznie zwiększyło się zapotrzebowanie na owczarki niemieckie traktowane jako psy obronne, zarówno przez pojedyncze osoby, kobiety, jak i firmy ochroniarskie.

W obliczu tak wielkiego zagrożenia Niemcy problemem migracyjnym chcą się solidarnie podzielić z innymi krajami członkowskimi, lecz idzie im to nader ciężko. Wspomniany Martin Schulz, kandydat na kanclerza Niemiec, w kampanii wyborczej wymienia Polskę jako kraj, do którego odesłałby dużą liczbę imigrantów. Twierdzi, że kraj nasz będący największym beneficjentem funduszy strukturalnych i dotacji na rolnictwo, powinien wykazać się szczególną solidarnością w tym zakresie.
Jego zdaniem będzie to właśnie „uczciwy podział” ciężarów, który stanowi „fundament europejskiej współpracy”. Rywal Angeli Merkel twierdzi wprost, że Polska i inne kraje „zostawiły Niemcy na lodzie”. Polski minister spraw wewnętrznych sugestie Schulza uważa za skandaliczne, zarzucając mu oderwanie od rzeczywistości, także niemieckiej. W jednym jednak trzeba przyznać rację Schulzowi, gdy mówi, że sytuacja jest niebezpieczna.

Przypominam sobie jak ponad 10 lat temu pojechałem z delegacją Parlamentu Europejskiego do Nowej Zelandii, gdzie już wówczas przenosiło się na stałe wielu obywateli brytyjskich. Jako przyczynę wskazywali ogromny napływ imigrantów do ich kraju, poczucie kulturowego wyobcowania , a w Nowej Zelandii urzędowym językiem jest angielski, kraj ten należy do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, podlegającej brytyjskiej królowej, a klimat jest przyjazny. Właśnie takie poczucie wyobcowania było między innymi przyczyną decyzji w sprawie Brexitu. Czy Niemcy zdołają zapanować nad podobnym trendem i czy Martin Schulz będzie dla nich autentyczną alternatywą? Póki co walczy on o głosy wyborców w Niemczech, a także walczy z zarzutami o niewłaściwe wykorzystywanie środków i personelu w Parlamencie Europejskim formułowanymi przez niemiecką konkurencję z CDU. Kontrkandydatka kanclerz Merkel również walczy o głosy, ale także o nowy korzystny podział najważniejszych unijnych stanowisk. Czy będzie to jednak uczciwy podział?

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł