W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Poczet kandydatów

15 stycznia 2017

 “Ogłosiliśmy koniec wielkiej koalicji” - zakomunikował włoski europoseł Gianni Pittella, przewodniczący grupy socjalistycznej w Parlamencie Europejskim. Nie jest to zabieg taktyczny - przekonywał i twierdził, że na stałe rozmontowany został układ pomiędzy dwiema największymi grupami w Parlamencie Europejskim. Pittella przybył na posiedzenie naszej grupy politycznej Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Liczy na pozyskanie głosów w końcowym starciu o fotel szefa europarlamentu. To rzecz niebywała. Dwie największe frakcje w Parlamencie się pokłóciły. Przez wiele lat zawierały tajne umowy w sprawie najważniejszych stanowisk. Na kilka lat wcześniej umawiano się, kto będzie przewodniczącym Parlamentu Europejskiego i na zmianę był to przedstawiciel socjalistów albo chadeków, a w szeregach tych ostatnich znajdują się europosłowie PO i PSL.
O umowach takich od dawna się mówiło, ale mało kto je widział. Musiało więc dojść do wielkiego tąpnięcia, skoro przewodniczący największej frakcji Manfred Weber ujawnił tajną umowę wraz z podpisem jego samego, Schulza i przewodniczącego grupy liberałów Guy Verhofstadta. Zgodnie z umową od stycznia tego roku w fotelu przewodniczącego miał zasiąść chadek. Jednakże socjaliści w zamian za dotrzymanie umowy postawili warunek przyznania im choć jednego z trzech kluczowych stanowisk w Unii Europejskiej. W związku z tym, że szef Komisji Europejskiej wskazany przez chadeków jest w tej chwili nie do ruszenia, a ich kandydatowi szefowi Rady Europejskiej Donaldowi Tuskowi kadencja kończy się za kilka miesięcy i chadecy upierają się za jej przedłużeniem, to socjaliści twierdzą, że przynajmniej stanowisko szefa Parlamentu Europejskiego musi do nich należeć. Słowem, albo odpuszczacie Tuska, albo renegocjujemy umowę w sprawie szefa Europarlamentu. Największa grupa ani myśli o tym słyszeć. Uważa, że pacta sunt servanda, a jak miał stwierdzić sam Schulz „porozumienie z 2014 roku nie nawiązuje do stanowisk w innych instytucjach Unii Europejskiej”. Europosłowie z Platformy Obywatelskiej twardo obstają, że należy im się wszystko i notabene w przeszłości już tak było, gdy szefem Rady był Herman Van Rompuy, przewodniczącym Parlamentu Jerzy Buzek, a szefem Komisji José Manuel Barroso. Socjaliści odpowiadają krótko, że wówczas ich koalicjant był silniejszy, a teraz wyraźnie osłabł. Od poprzednich dwóch kadencji chadecy stracili największą liczbę europosłów i obecnie arytmetyczna różnica pomiędzy tymi grupami jest niewielka. Jawny konflikt odsłonił dotychczasowe niejawne praktyki. Szef socjalistów Pittella stwierdził, że nie będzie już wcześniejszych uzgodnień przed posiedzeniami oficjalnych gremiów, a także, że „nie może być posłów kategorii pierwszej i drugiej”. Oznacza to, że dotychczas taki właśnie podział był.  W tym tygodniu w Strasburgu po raz pierwszy od wielu lat zarówno posłowie pierwszej i drugiej kategorii będą mieli taki sam głos przy wyborze szefa europarlamentu. Dlatego na posiedzenie naszej grupy przybył nie tylko kandydat socjalistów, ale także największej frakcji, czyli chadeków, Antonio Tajani, kandydatka Zielonych Jean Lambert, a zapowiedział się kandydat liberałów Guy Verhofstadt i inni. W wyniku zaistniałej sytuacji każda grupa polityczna, także nasza, wystawia własnego kandydata. W najbliższy wtorek mają odbyć się cztery tury głosowań. Najważniejsza będzie ostatnia, gdy pozostaną dwaj kandydaci z największą liczbą głosów. Pittella i Tajani są przekonani, że będą to właśnie oni i wówczas rozegra się decydująca batalia. Wielu nie skreśla Guy Verhofstadta, który zasłynął z inicjowania debaty o Polsce, a w swoim manifeście wyborczym, rozesłanym do wszystkich europosłów, napisał, że należy utworzyć nowy mechanizm, który ma „umożliwić Unii Europejskiej interweniowanie w sposób bardziej precyzyjny i konstruktywny w przypadku łamania wartości europejskich w krajach członkowskich”. Czyżby więc debata o Polsce była preludium do jego obecnej kampanii wyborczej? Inny ton zaprezentował Pittella, twierdząc, że Parlament Europejski nie może być pałką używaną przeciwko rządom narodowym. Słowa, słowa, słowa, słowem wybierzcie mnie, a będzie lepiej, inaczej, bardziej przejrzyście. Pozostaje mieć nadzieję, że wybory te przyczynią się choć trochę do zwiększenia przejrzystości jednej z trzech głównych unijnych instytucji.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł