W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Odlot Junckera

26 lutego 2017

Ostatnio szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker poczuł powołanie do wydawania oświadczeń. Oświadczył wszem i wobec, że nie będzie ubiegał się o następną kadencję na stanowisku przewodniczącego Komisji. Jego pierwsza kadencja trwa pięć lat, czyli do 2019 roku. Poprzednik Junckera Barroso sprawował ten urząd przez dwie kadencje, czyli przez 10 lat, dlatego oświadczenie obecnego szefa Komisji Junckera o rezygnacji i to już w połowie pierwszej kadencji stało się przyczyną wielu domysłów. Juncker postanowił iść za ciosem, wydając kolejne kontrowersyjne oświadczenie. Podczas niedawno zakończonej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, gdzie jednym z głównych tematów było ustosunkowanie się do apelu amerykańskiej administracji o zwiększenie środków finansowych na zbrojenia w ramach NATO do przewidzianych 2% PKB, Juncker stanął w kontrze. Oświadczył, że „nowoczesna polityka nie może polegać jedynie na podnoszeniu wydatków budżetowych (...) Jestem bardzo przeciwny popychaniu nas do tego” - dodał.
To postawa wyraźnie prorosyjska. Przypomnę, że Juncker w ubiegłym roku spotkał się z Władimirem Putinem. Krytykując Amerykanów, Juncker odniósł się do konkretnego przypadku Niemiec, które jeszcze nie spełniają przyjętego kryterium i na obronność wydają tylko 1,22% PKB. Przestrzegał, że podniesienie wydatków na obronność przez ten kraj do wymaganych dwóch procent oznaczałoby, że „Niemcy przestałyby mieć nadwyżkę budżetową”.

Aż żal cytować dalszych wypowiedzi Junckera, który ostatnio najwyraźniej nam odlatuje. I chyba nie tylko nam, gdyż tuż po jego wypowiedzi rzecznik Komisji Europejskiej zaprezentował diametralnie odmienne stanowisko. Odwołał się do „ambitnego pakietu obronnego” przygotowanego właśnie przez Komisję Europejską, którego celem jest m.in. „zwiększenie wydatków na obronność oraz pogłębienie współpracy militarnej w ramach NATO”. Co osobliwe, wymieniony przez Junckera kraj, czyli Niemcy, a konkretnie kanclerz Angela Merkel podczas tej samej Konferencji w Monachium zapowiedziała stopniowe zwiększanie budżetu na wojsko do 2% PKB, czyli o 25 miliardów euro rocznie więcej. Zdaniem zagranicznych komentatorów, np. jednego ze szwajcarskich dzienników, „Merkel wychodzi tym samym naprzeciw uzasadnionym postulatom prezydenta USA Donalda Trumpa”. Przypomnę, że nasz kraj Polska, ale też m.in. Wielka Brytania, poziom wydatków 2% PKB na zbrojenia już osiągnęły. Warto jednak zapytać, co się dzieje z Junckerem, który wywodzi się przecież z rodziny politycznej kanclerz Angeli Merkel. Podobno opracowuje ambitną strategię w ramach tzw. Białej Księgi, która dotyczy reform Unii po spodziewanym Brexicie. Chce ją przedstawić w rocznicę 60-lecia Traktatów Rzymskich, czyli już za miesiąc. Dowiadujemy się jednak, że znów kanclerz Merkel ma odmienne stanowisko i naciska na Junckera, aby swoje pomysły zamknął w szufladzie. Pani kanclerz nie chce po prostu przed zbliżającymi się wyborami do Bundestagu w Niemczech ewokować niepotrzebnych podziałów w Unii, a notabene podobnego zdania jest premier Holandii, gdzie wybory odbędą się już w przyszłym miesiącu.

Co z tym Junckerem? - można więc zapytać. Włoska prasa spekuluje, że ma się on podać do dymisji już za kilka tygodni, a Komisja Europejska stanowczo dementuje te rewelacje. Wielu jednak kieruje się znaną zasadą, że nie czyta się niezdementowanych informacji. Jedno jest pewne, nastąpiło specyficzne ożywienie wśród zastępców Junckera. Jego pierwszy zastępca, Holender Frans Timmermans, ruszył do ataku na Polskę, wdając się podczas wspomnianej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium w utarczki słowne z szefem polskiego MSZ-u Witoldem Waszczykowskim. Próbował też montować koalicję w gronie państw członkowskich Unii na rzecz zdyscyplinowania polskiego rządu. Timmermans kreuje siebie na jedynego obrońcę demokracji w Unii Europejskiej. Uchodzi za człowieka centrolewicy, która od dawna domaga się jednego z trzech kluczowych stanowisk w Unii dla swojego reprezentanta. Czyżby więc Timmermans poczuł dodatkowy wiatr w żagle? Póki co ruchy te przypominają przysłowiowe dzielenie skóry na niedźwiedziu. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker trwa na swoim stanowisku, ale jest obserwowany. Także w trakcie wizyt w sali plenarnej Parlamentu Europejskiego. Często jego zachowanie i wypowiedzi świadczą jednak, że ma problemy nie tylko z polityczną grawitacją.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł