W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Merkel w Warszawie

12 lutego 2017

„Przyjaźń, chłodna przyjaźń, pragmatyzm” - to najczęściej powtarzane opnie w niemieckich mediach po ostatniej wizycie kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Warszawie. Angela Merkel spotkała się z panią premier Beatą Szydło, prezydentem Rzeczypospolitej Andrzejem Dudą, oraz prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim. Znalazła również czas na rozmowę z przedstawicielami opozycji PO i PSL, które to partie w Parlamencie Europejskim współtworzą koalicję razem z CDU w ramach największej grupy politycznej Europejskiej Partii Ludowej. Wiodącym tematem wizyty była przyszłość Unii Europejskiej, głównie w kontekście Brexitu i zmiany polityki nowej administracji Stanów Zjednoczonych. W obliczu najważniejszych wyzwań stojących przed Unią Europejską, Niemcom po prostu zależy na współpracy z Polską. Stąd wspomniane komentarze skupiające się na pragmatyzmie politycznych działań Niemiec.

Rozmowy koncentrowały się na zacieśnieniu współpracy obu stron po przewidywanym wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Rząd Polski i prezes PiS wyszli z propozycją reformy Unii, łącznie ze zmianami traktatowymi. Zwłaszcza ten ostatni postulat wywołał obawy niemieckiej kanclerz, ale przynajmniej formalnie temat ten już został poruszony. Obawa przed otwarciem traktatów i zawarciem kolejnych jest duża, gdyż wielu przewiduje, że może to oznaczać przysłowiowe otwarcie puszki Pandory. Sam przyjazd Angeli Merkel do Warszawy postawił w trudnej sytuacji opozycję, która od dłuższego czasu utrzymuje, że w Polsce łamane są zasady demokracji, wolności słowa etc., etc. A tu nagle do tak „barbarzyńskiego” kraju przyjeżdża szefowa najważniejszego państwa europejskiego i w przyjaznym duchu rozmawia z jego władzami. To musiał być dla opozycji prawdziwy szok. Merkel samą swoją wizytą zaprzeczyła dotychczasowej retoryce opozycji, pokazując, że polskie władze są normalnym europejskim partnerem.  Niewykluczone, że wizyta pani kanclerz w Warszawie zdyscyplinuje PO i PSL, które wreszcie pogodzą się z tym, że już w Polsce nie rządzą, że są opozycją i odnajdą się w tej formule.

Opozycja liczyła, że pani kanclerz skrytykuje tzw. łamanie praworządności w Polsce, ale się zawiodła. Podczas całej wizyty wyłowiono właściwie jedno zdanie z konferencji prasowej, gdzie Angela Merkel powiedziała, że bardzo się ucieszyła, kiedy usłyszała, że „Polska odpowie na pytania Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej. Dodała: „Cieszę się, że ta dyskusja jest konstruktywna”. Jeśli ktoś w tych słowach chce dopatrywać się, jak słyszę, zawoalowanej krytyki polskiego rządu, to winszuję. Dużym zainteresowaniem cieszyło się spotkanie pani kanclerz z prezesem partii rządzącej Jarosławem Kaczyńskim. W mediach określano je jako „przyjazne i otwarte”, a sam prezes stwierdził, że „to było dobre spotkanie” i dodał „czuję, że dzisiejsza rozmowa przyniesie dobre rezultaty”.  Już najbliższe tygodnie mogą pokazać, czy tak się rzeczywiście stanie. Pani kanclerz pytała bowiem o ewentualne poparcie kandydatury Donalda Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej. Tutaj stanowisko było jednoznaczne. Prezes PiS stwierdził, „że nie może popierać Tuska, bo toczą się wobec niego różne postępowania” i że Tusk „atakował polski rząd”. To już nie polityczny sygnał, a zdecydowana odmowa poparcia tej kandydatury. Jeśli więc kanclerz Angela Merkel nadal będzie forsować kandydaturę Tuska, czynić to będzie wbrew polskiemu rządowi i de facto ustawi się na kolizyjnym kursie. Oczywiście teoretycznie brak poparcia polskiego rządu dla Tuska nie przekreśla jego szans, gdyż decyduje większość w Radzie, ale już na początku zburzyłoby to atmosferę konsensusu, który w obliczu Brexitu tak potrzebny jest Unii Europejskiej.

Nie bez znaczenia będą tegoroczne wybory w Niemczech, a co za tym idzie także wybór kanclerza. Obok Merkel o stanowisko to powalczy były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz, który wedle sondaży depcze jej po piętach. Ważne więc będą głosy Polaków mieszkających w Niemczech. Prezes PiS Jarosław Kaczyński wyszedł pani Merkel naprzeciw publicznie deklarując, że „zwycięstwo kanclerz Merkel w wyborach do Bundestagu byłoby najlepsze z polskiego punktu widzenia”. To znaczący gest. Niektórzy europosłowie PO nawet interpretują to żartobliwie jako chęć przyłączenia się europosłów PiS do ich grupy, czyli Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim.  Przed wizytą pani kanclerz w Warszawie mówiłem w Telewizji Trwam i Radiu Maryja, że sukcesem będzie, gdy po rozmowach obie strony umówią się na dalsze spotkania. Tak też się stało. Potwierdza to wypowiedź prezesa PiS, który stwierdził, że „będą dalsze kontakty”. Z pewnością nie będzie to przejaw osobistych lub politycznych sympatii, lecz twardego pragmatyzmu w zależności od zmian zachodzących w Unii Europejskiej.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł