W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Komisja Europejska pracuje...

4 grudnia 2016

Ciężko pracuje Komisja Europejska pod wodzą Jean-Claude’a Junckera i jego zastępcy Fransa Timmermansa. W ubiegłym tygodniu w Brukseli w napięciu oczekiwano na ogłoszenie najnowszego planu prac Komisji w zakresie ekoprojektowania. Nastąpiło to z opóźnieniem, ale warto było czekać. W komunikacie Komisji przeczytaliśmy, że wytypowała ona grupy produktów o największym potencjale energooszczędności i zamierza się nimi zająć, poddać dogłębnym badaniom (odpowiednio je sklasyfikować). Są to m.in. windy, odkurzacze wysokociśnieniowe, suszarki do rąk i czajniki elektryczne. To kolejny milowy krok w pracach Komisji. Ma się tym zajmować do 2019 roku. Już wcześniej w podobnym obszarze zanotowała wiele sukcesów. Przypomnę tylko o wycofaniu tradycyjnych żarówek ze sklepów i zastąpieniu ich energooszczędnymi, zakazie produkowania odkurzaczy o mocy powyżej 1600 Watt, instrukcji dotyczących bezpiecznego palenia świec oraz regulacji w sprawie ilości wody w spłuczkach toaletowych i pisuarach. Intencje oczywiście były i są szczytne - oszczędność energii i wody. Mówiłem o tym wielokrotnie w Telewizji Trwam i Radiu Maryja, ale dopiero niedawno, trzy tygodnie temu dostrzegł to szef Komisji Europejskiej Juncker, który przemawiając w Berlinie mówił: „Błędem było, że Unia Europejska i Komisja Europejska wtykała swój nos w każdy szczegół regulacji europejskich i narodowych dotyczących życia codziennego”.  Juncker poszedł dalej, wymieniając konkretne przykłady - regulacji kranów prysznicowych, puszek do oliwy, a także, jak stwierdził wprost „żeby już więcej nie troszczyć się w Europie o spłuczki toaletowe”. Tak mówił Juncker całkiem niedawno.

Okazuje się jednak, że aparat urzędniczy z trudem dopasowuje się do jego wytycznych. Komisja nadal zajmuje się czajnikami i suszarkami do rąk. Patronuje temu wiceprzewodniczący Komisji Frans Timmermans, który niezwykle mocno zaangażował się w tropienie deficytu demokracji w Polsce. Robi, co może, aby napiętnować prawicowy rząd. Ma tylko jeden problem - procedura, na podstawie której to robi podważana jest również przez unijnych prawników, a co ważniejsze ma trudności ze złożeniem wniosku o zastosowanie sankcji.  Dla skutecznego wprowadzenia sankcji potrzebna jest jednomyślna zgoda wszystkich pozostałych państw członkowskich, a Timmermans wie, że obecnie takiej zgody nie ma. Co więcej, w obliczu Brexitu, a także możliwego Frexitu, czyli wyjścia Francji z Unii Europejskiej, politycznych perturbacji we Włoszech, ogromnego problemu migracji i związanego z tym sporu Unii Europejskiej z Turcją, społeczeństwa innych państw z dystansem i niechęcią patrzą na tego typu poczynania Komisji. A patrzą zarówno na „wtykanie swojego nosa”, jak to ujął Juncker, w wewnętrzne suwerenne decyzje państw członkowskich, jak i na regulowanie wszystkich możliwych obszarów życia codziennego, z czajnikami i suszarkami włącznie. Jak zauważył ponad pół roku temu przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz w wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Europa znajduje się od dłuższego czasu na równi pochyłej. Wiele osób straciło zaufanie do instytucji zarówno narodowych, jak i europejskich”.
A tak przy okazji warto odnotować, że sam Martin Schulz ogłosił, że będzie kończył swoją przygodę w instytucjach europejskich i przechodzi do polityki krajowej, czyli narodowej, niemieckiej. Obecnie poszukiwany jest jego następca, a Komisja Europejska nadal pracuje.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł