W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej informacji o wykorzystaniu plików cookies znajdą Państwo na stronie z regulaminem. zamknij

Karuzela stanowisk

6 listopada 2016

Podczas gdy Unia Europejska trzeszczy, zmagając się z kryzysem migracyjnym, trudnościami z wypracowaniem wspólnego stanowiska wobec umowy handlowej z Kanadą, czyli CETA, z zapowiadanym Brexitem i tym podobnymi, w unijnych komnatach trwają nerwowe rozmowy, dotyczące roszad personalnych. Oficjalnie niewiele się o tym mówi, ale sprawą tą żyją kuluary Parlamentu Europejskiego, Komisji i Rady. Niebawem zwalniać się bowiem mają dwa z trzech najważniejszych stanowisk w Unii Europejskiej. Pod koniec grudnia, czyli już za dwa miesiące, kończy się kadencja przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martina Schulza. To już jego druga kadencja, którą jak wspominałem wcześniej otrzymał niejako na otarcie łez, gdyż marzył mu się fotel szefa Komisji Europejskiej. Ten jednak zajmuje Jean-Claude Juncker i jeszcze będzie w nim zasiadał przez dwa i poł roku, ale pod koniec maja przyszłego roku teoretycznie może pojawić się wakat na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, które zajmuje obecnie Donald Tusk. Oczywiście Tusk chciałby przedłużyć swoją kadencję.

Niewykluczone, że wszystko rozstrzygnie się w tym miesiącu, w listopadzie. Według wcześniejszego strategicznego porozumienia dwóch największych grup politycznych w Parlamencie Europejskim, czyli Europejskiej Partii Ludowej (EPL) i socjalistów, fotel szefa Europarlamentu ma przypaść EPL, do której przynależą posłowie Platformy Obywatelskiej i PSL. Oni też obsadzili Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady. Jeśli partia ta przejmie (co jej przysługuje) stanowisko szefa Europarlamentu, to jest oczywiste, że w maju przyszłego roku kandydat socjalistów zostanie przewodniczącym Rady Europejskiej, a to niekorzystna wiadomość dla Donalda Tuska. Socjaliści nie wyobrażają sobie nawet, że wszystkie trzy najważniejsze urzędy w Unii mogą przypaść jednej partii.  W tej chwili EPL ma dwa stanowiska - szefa Rady i Komisji, a socjaliści szefa Europarlamentu.

Do tego dochodzą również wątki osobiste. Kończący kadencję Martin Schulz nie ukrywa, że jego aspiracje polityczne są duże. Jeśli nie uda mu się skutecznie powalczyć o ważne stanowisko unijne, to może ubiegać się o urząd albo prezydenta, albo kanclerza Niemiec. Przypomnieć trzeba, że socjaliści w przeciwieństwie do chadeków kanclerz Angeli Merkel dobrze wypadają w wyborach lokalnych, a w trakcie ostatnich wyborów w Berlinie wygrali. Jeśli tendencja ta się utrzyma, to socjaliści w Niemczech mogą rozdawać karty. Cały czas nie ma jednak pewności, czy EPL nie zgodzi się na prolongatę kadencji Schulza jako szefa Europarlamentu.

Ten ostatni stoi przed dużym dylematem. Jeśli ogłosi, że stara się o pozostanie na swoim stanowisku, a musiałby to uczynić właśnie w listopadzie, to może nie być już brany pod uwagę jako kandydat w najważniejszych wyborach w Niemczech. Z drugiej strony zwlekając może zostać na przysłowiowym lodzie. Bez wątpienia Schulz potrafi odczytywać polityczne sygnały. A takie popłynęły z ust szefa EPL Manfreda Webera, europosła CDU, który publicznie opowiedział się za przedłużeniem kadencji Donalda Tuska. Nawet skrytykował obecnie rządzącą formację w Polsce za to, że nie chce tak dziarskiego polityka na tym stanowisku. Z drugiej strony Weber sprytnie dodał, że oczywiście EPL zamierza przejąć fotel szefa Europarlamentu. Tak więc negocjacje kuluarowe trwają, ale obserwujemy duże rozgorączkowanie wśród, jakby to ujął europoseł Nigel Farage, „kapłanów Unii Europejskiej”.

prof. Mirosław Piotrowski, europoseł